Pierwsze doświadczenia w australijskiej szkole
Ci spośród uczestników konkursu, którzy poszli do szkoły znając język angielski słabo lub też wcale, przejmująco opisują pierwsze spotkanie z wyłącznie anglojęzycznym otoczeniem australijskiej szkoły. Jedna z uczęszczających obecnie do starszych klas szkoły średniej dziewcząt pisze: „Mój pierwszy dzień w szkole pamiętam zupełnie dobrze — sprzeciwiałam się bardzo pójściu do szkoły bojąc się jej, a kiedy z moją matką przekroczyłam drzwi budynku, trzymałam ją mocno nie chcąc zostać sama. Była to katolicka szkoła. Wszystko było takie inne — nikogo tu nie znałam. Byłam przestraszona i niezdecydowana, nie mogłam pojąć co mówią ludzie, przylgnęłam więc kurczowo do konia na biegunach i cały dzień płakałam. Wszyscy byli bardzo życzliwi, lecz bez względu na to jak nauczyciel starał się mnie ośmielić, bym bawiła się z resztą dzieci, nie opuściłam swojego miejsca. Pod koniec dnia, kiedy mama przyszła, by zabrać mnie do domu, poczułam ogromną ulgę. Myślę, że przede wszystkim przestraszył mnie język, którego nie rozumiałam, w domu zawsze mówiło się tylko po polsku, znałam więc niewiele angielskich słów". Inny respondent wspomina: „Rozpocząłem naukę w szkole św. Józefa, gdy miałem pięć lat. Pierwszego dnia, gdy ojciec zaprowadził mnie do mojej klasy, od razu poczułem, że nie należę do tego miejsca. Nie mogłem słuchać jak inni rodzice mówią do dzieci po angielsku, a choć ojciec dobrze znał ten język, mówił do mnie po polsku; czułem się przez to kimś innym. Czułem się gorszy od reszty dzieci. Były dla mnie kimś lepszym, ponieważ mówiły po angielsku o wiele lepiej, a ja myślałem, że będzie mi bardzo trudno kiedykolwiek mówić tak dobrze jak one".