Bariera językowa nie jest taka straszna
Jeden chłopiec — nie otrzymując specjalnej pomocy w nauce angielskiego — pozyskał jednak życzliwe poparcie i zainteresowanie dyrektora oraz niektórych nauczycieli. „Ponieważ nie znałem angielskiego, a oni niezdolni byli do oszacowania wartości mojej poprzedniej edukacji, nie wiedziano czy umieścić mnie w drugiej, trzeciej czy czwartej klasie. W końcu otrzymałem do wypełnienia kilka testów, głównie z matematyki, które miały pomóc im zdecydować w tej kwestii... Pierwszy okres... był tak długo uciążliwy, jak długo w grę wchodził język. W tym czasie dyrektor szkoły oraz jeden z nauczycieli odnosili się do mnie z dużą sympatią. Zachęcali mnie do korzystania z ich pomocy i rady, kiedy tylko zajdzie taka potrzeba i często zaznaczali, że ich drzwi stoją zawsze dla mnie otworem... Pod koniec pierwszego semestru byłem już w stanie bez trudu porozumieć się z obydwoma mymi nauczycielami i zaprzyjaźnionymi uczniami. W ciągu pierwszych sześciu miesięcy po przybyciu do Australii odkryłem, że stosuję technikę, która dopiero później dowiodła swej przydatności. Dla przykładu, rzadko używałem słownika polsko-angielskiego, który kupił mój ojciec, by przede wszystkim dopomóc mi w nauce. Opierałem się głównie na zapamiętywaniu słów i wyrażeń. Kiedy czegoś nie rozumiałem, wolałem zaglądnąć do słownika angielskiego dostarczającego opisu lub słowa zastępczego. Często brałem też rdzeń słowa i postępowałem podobnie... Pod koniec roku uświadomiłem sobie, iż myślę po angielsku, a nie jak dotychczas tłumaczę z polskiego. Było to tak, jak gdyby mój mózg miał dwie oddzielne przegrody, jedną angielską, a drugą polską. Kiedy mówiłem po angielsku, myślałem po angielsku i to samo odnosiło się do polskiego".