A A A

Polskie małżeństwa w Australii

Małżeństwo z osobą polskiego pochodzenia prowa­dzić może do utrzymania, a nawet rozwinięcia, polskich systemów kulturowych. Jeden z autorów wskazuje, iż nie mógł wyobrazić sobie małżeństwa z kimś innym jak tylko z Polką:„Oczywiście, ten sposób myślenia doprowadził w efekcie, że poślubiona przeze mnie dziewczyna miała być polskiego pocho­dzenia, i jest". Utrzymywanie kultury polskiej w rodzinie tego respondenta stoi na wysokim poziomie; oboje są aktywni w czasie polskich imprez, działają w polskich organizacjach, a język polski jest w domu używany zarówno przez rodziców, jak i dzieci. W innym przypadku, choć rodzice bez trudu posługiwali się oboma języ­kami, właśnie polski był zwykłym językiem komunikacji pomię­dzy nimi i w domu — z wyjątkiem odwiedzin anglo-australijskich gości.
  • Polskie sąsiedzctwo

    Liczni autorzy pamiętników zamieszkiwali w obrębie czegoś, co nazwać można polskim sąsiedztwem, gdzie wielu ze znajomych lub nawet „połowa ulicy" to Polacy. Chociaż zwiększało to praw­dopodobieństwo utrzymywania się polskiego w rozmowach ze star­szym pokoleniem, nie gwarantowało jednak użycia go w grupie rówieśników. Jedna z dziewcząt sądzi, że w jej wypadku domina­cja angielskiego została częściowo spowodowana „przenosinami z przeważająco polskiego obszaru w Hobart do Adelajdy", gdzie rodzina zamieszkała z dala od polskich sąsiadów. Użycie polskiego jako środka komunikowania się z polsko-austra­lijskimi przyjaciółmi i sąsiadami w wieku autorów było wyjąt­kowe. Kolejna z dziewcząt — przyznająca, iż używa angielskiego w rozmowach z przyjaciółmi nawet podczas prowadzenia polskiej działalności organizacyjnej — tak przedstawia warunki, w których posługiwała się polskim: „Będąc poza domem, tam gdzie ludzie nie mówili po polsku, wpadałyśmy często w nastrój powodujący chęć do mówienia między sobą po polsku »dla szpanu«. Chociaż może nie mówiłyśmy zbyt poprawnie, czujemy, że trochę dzięki temu nauczyłyśmy się, a ponadto sprawiało nam to przyjemność". Wzór ten potwierdzają inne pamiętniki: „Tylko w wyjątkowych okazjach moi rówieśnicy polskiego po­chodzenia rozmawiali ze sobą po polsku. Działo się tak przy oma­wianiu bardziej osobistych spraw, gdy nie chcieliśmy by reszta ludzi z naszej grupy wiedziała o czym mówimy". „Tydzień przed naszym wyjazdem na wakacje do Polski moi przyjaciele. wydali dla mnie nieoczekiwane przyjęcie pożegnal­ne. Tylko dla żartu zaczęliśmy rozmawiać po polsku, co prze­ciągnęło się przez cały wieczór. Zdaliśmy sobie sprawę, że gdy skierujemy na to naszą uwagę, nie jesteśmy tak źli jak myśli­my".
  • Ponadnarodowościowa indentyfikacja

    Na istnienie szerszej, ponadnarodowościowej identyfikacji wska­zuje również zawartość jednego z pamiętników. Jego autor jako chłopiec wzrastał we „włosko-polsko-ukraińskiej" enklawie i dobrze pa­mięta jak uczniowie i nauczyciele przypisywali go do kategorii „Nowych Australijczyków". Stwierdza on: „Jeśli brać pod uwagę całokształt spraw — nie jestem Austra­lijczykiem. Natomiast Polakiem jestem tylko w zakresie posia­dania jakiejś krwi polskiej, lecz nie identyfikuję się z Polską zbyt mocno. Czuję się Polakiem na przykład wówczas, gdy oglą­dam mecze piłki nożnej o Puchar Świata, kibicuję wtedy bardziej Polsce niż Australii... Podobnie jest z Kopernikiem, Szopenem i kimkolwiek innym, kto może być brany za przykład tego co reprezentuje Polska. Stanowi to prze­ciwwagę wobec ignorancji Australijczyków. W domu przypomina mi się, że nasza polska kultura jest lepsza. Sam zresztą myślę, że tak jest... ale nie wiem o Polsce wystarczająco dużo... jeśli cho­dzi o historię i geografię. Dlatego też nie mogę stwierdzić, że jestem Polakiem i skłaniam się ku ponadnarodowości". Treść całego pamiętnika świadczy o tym, iż uczestnik ten w sposób wyraźny rozwinął w dzieciństwie polskie systemy kultu­rowe; dzisiaj jednak pozostają one na poziomie szczątkowym i nie są często aktywizowane. Stąd też można sklasyfikować go jako dwukulturowo niezdecydowanego pod względem aktywizacji, pod­czas gdy istota samoidentyfikacji nie jest jasno określona. Poczucie wyobcowania zarówno z polskiej, jak i anglo-australijskiej grupy jest niewątpliwie bardziej widoczne u urodzonej w Polsce autorki pamiętnika, późniejszej, naturalizowanej obywatelki Australii. Pisze ona: „Czuję, że nigdy nie byłam ani dobrą obywatelką polską, ani australijską... Nie jestem Polką, tak jak nie jestem Australijką. Często chciałabym być wciąż w Polsce, uczyć się tam i wieść nor­malne życie. Być kimś i czuć pewność siebie... Myślę, że byłoby dla mnie lepiej, gdybym urodziła się tu, w Australii, albo pozo­stała w Polsce. Może dla innych ludzi nie ma to znaczenia, lecz ja będąc osobą bardzo wrażliwą odczuwam ten stan wielokrotnie mocniej... Dopiero teraz, gdy moje dzieci są już starsze i mam męża Australijczyka czuję się jak prawdziwy australijski obywatel... Pomimo naturalizacji (dostrzegam też jednak, że) z powo­du akcentu nie jestem jeszcze w pełni akceptowana jako równy innym obywatel, nie mogę się wciąż przezwyciężyć". Na jej poczuciu identyfikacji odbijają się ograniczenia języko­wych, społecznych i innych systemów kulturowych, czerpanych zarówno z polskich, jak i australijskich zasobów. Dlatego też jest ona przykładem marginalności pod względem aktywizacji kul­turowej i nie sprecyzowanej jasno samoidentyfikacji.
  • Postawa polskich rodziców wobec dzieci

    Autor pamiętnika, którego rodzina mieszkała w niewiel­kiej rolniczej miejscowości i nie miała wielu kontaktów z innymi Polakami, nie był w stanie „z pomocą osobistego doświadczenia" stwierdzić, czy polskie wzory życia rodzinnego różnią się od współ­czesnych norm anglo-australijskich. Przyznawał jedynie, że jego matka była bardziej czuła wobec rodziny. On i jego dwie siostry byli „bardzo mocno przywiązani do siebie", a ich uczucia wyra­żane były w bardziej otwarty sposób niż wśród anglo-australij­skich rówieśników. Osobiście był przekonany, że rodzice Polacy są w swych postawach bardziej staromodni i autorytarni.
  • Postawy badawcze

    Podwójna wizja rzeczywistości powinna być uznana wszędzie tam, gdzie tylko jest to możliwe. Podczas analizy pamiętników jednak to dzieci pochodzące z mniejszości etnicznych były potraktowane jako osoby działające. Co więcej, są one podmiotem dzia­łań, natomiast nauczyciele i pozostały personel szkoły przyjmują rolę obiektów. Takie postawy badawcze są jeszcze ciągle w Australii niedostatecznie akcentowane. Prezentują one jednak bardzo ważne aspekty rzeczywistości kulturowej, odbijają bowiem doświadczenia więcej niż dwu milionów australijskich dzieci i ich rodziców wywodzących swoje pochodzenie z nieangielskojęzycznego źródła.
  • Postawy dzieci małżeństw polsko-anglo-australijskich

    Dzieci małżeństw polsko-anglo-australijskich wykazywały zupełnie pozytywne postawy wobec polskiej kultury, nie miały jed­nak żadnych możliwości, by rozwinąć coś więcej jak tylko szcząt­kowe elementy polskiego systemu osobowościowego. Wynika to w sposób oczywisty z następujących stwierdzeń piszącego:„Zauważyłem, że kiedy omawiamy chociażby osiągnięcia pol­skich sportowców lub zespołów, moje dzieci zawsze mówią: »Wygraliśmy«, a nie: »Wygrali«. Mają chęć uczyć się pewnych słów polskich, uczęszczać na polskie imprezy, podtrzymywać działalność miejscowego Polskiego Klubu Piłkarskiego (mój syn gra tam już od trzech lat) i w ogóle lubią łączyć się z dziećmi polskiego po­chodzenia".
  • Postawy polskiej młodzieży na emigracji

    Postawy wyrażone bezpośrednio lub pośrednio wydedukowane umieszczone są w kontekście innych faktów konkretnych, zawartych w pamiętniku, takich chociażby, że autor­ka zaprzestała czynnego udziału w polskich imprezach i przeby­wa raczej w towarzystwie przyjaciół pochodzących z innych kra­jów Europy. W jej przypadku nastąpiło odrzucenie polskich wartości kulturowych, w których mogłaby uczestniczyć dzięki rodzi­nie, a także wykształcenie skłonności do akceptacji wartości angloaustralijskich. Jeśli okazałoby się, że wśród młodzieży polskiego pochodzenia przeważa taka właśnie postawa, to szansa na utrzy­manie polskich wartości kulturowych w Australii, poza pokole­niem imigrantów, jest znikoma.
  • Powrót do polskiego dziedzictwa

    Na przykładzie jednego z autorów pamiętnika widać, jak postawa odrzucająca wartości polskiej kultury zmienia się w sposób radykalny po za­ręczynach z dziewczyną urodzoną w Polsce, u której stopień etniczności był bardzo wysoki. Jego polszczyzna uległa znacznej poprawie, na powrót stał się członkiem uniwersyteckiego klubu i zaczął uczęszczać na polskie uroczystości i imprezy. Ku własne­mu zdziwieniu uznał np., że może dobrze się bawić ćwicząc polskie tańce, gdyż:„moja narzeczona objaśniła mi każdy z tańców i omawiała jego znaczenie. Uprzednio moja postawa wobec polskiego tańca była negatywna i prowadziła do odrzucenia tej części polskiej kultu­ry. Moja wiedza o kulturze polskiej nadal nie jest duża, znam trochę Polskę, jej historię, geografię, sztukę itd. Dawna sytuacja uległa poprawie dzięki mojej narzeczonej wprowadzającej mnie w polskie tradycje, zwyczaje, historię, folklor itd. Czynnikiem negatywnie kształtującym moją polską etniczność była szkoła australijska, która wraz z mym własnym zachowaniem jest od­powiedzialna za stopniową degenerację języka polskiego i wiedzy o kulturze. Z pojawieniem się narzeczonej poczułem, że cykl roz­poczyna się na nowo, a mój rodzimy język i kultura znów powra­cają. Czuję, że gdyby nie ona, większość mojego polskiego dzie­dzictwa językowego i kulturowego utraciłbym na zawsze".
  • Wartości anglo-australijskie i polskie w małżeństwach mieszanych

    Kolejna autorka daje dowody coraz większej współaktywizacji anglo-australijskich wartości swego małżonka, przed­kładając je ponad wartości polskie wyniesione z okresu nieszczęśliwego dzieciństwa. Wymienia ona przykłady subtelnego nacisku w tym kierunku ze strony rodziców męża, choć spodziewała się raczej całkowitej opozycji lub odrzucenia. Zapisuje, że zwłaszcza w okresie zawierania związku:„jego rodzice byli nieco zaniepokojeni. Żenił się przecież z kimś innej narodowości. Byli jednak bardzo dobrzy i nie próbowali go powstrzymywać. Lecz matka męża martwiła się, że nie będzie on jadał tego, do czego był przyzwyczajony, a jego koszule nie będą nakrochmalone. Kiedykolwiek robiłam coś innego, kończyło się to na: »Czy tak się to robi po polsku?«. Bałam się, zapraszając ich do nas, że będą mnie upominać, jeśli coś takiego mi się przy­darzy".